Nie tylko spokój Cię uratuje

Rychu1

Anka 'Rychu' Korczak

rescue diver, ratownik WOPR, pierwsza w Polsce łowczyni podwodna, felietonistka Polskiego Portalu Łowiectwa Podwodnego.


Cztery osoby, głębokość 20 metrów. Brak powietrza, strach i panika. Co poszło nie tak i jak to się skończyło? Oto analiza sytuacji.

Błahe i banalne dla niektórych powiedzenie „tylko spokój cię uratuje", w środowisku wodnym nabiera zupełnie nowego, dosłownego znaczenia. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest to druga z kolei najważniejsza zasada zarówno podczas nurkowania, jak i pływania po powierzchni wody.

Jednak nie tylko spokój może nas uratować w sytuacji zagrożenia życia. Może to zrobić także druga osoba i tym torem docieramy do pierwszej, najświętszej reguły, tj. nigdy nie nurkuj ani nie pływaj sam lub bez nadzoru. W nurkowaniu sprzętowym jest ona szczególnie ważna, gdyż o ile podczas pływania nawet ktokolwiek z brzegu może nas zauważyć i pospieszyć z pomocą, o tyle gdy znajdujemy się w toni, pod wodą, na nic zdadzą się krzyki i miotanie – nikt nas ani nie usłyszy, ani nie zauważy.

Jak powyższe dwie zasady powinny być realizowane w praktyce? Omówmy konkretne zdarzenie, które miało miejsce kilka lat temu w jednym z polskich jezior i w którym miałam nieprzyjemność uczestniczyć.

Plan był taki – głębokie nurkowanie, czysta woda, pięć osób. W ostatnim momencie, przez awarię suchego kombinezonu, nasz guide wyznacza dla nas jako przewodnika swojego kolegę, którego żadne z pozostałych trzech osób nie zna. Ufamy jego opinii i dzielimy się na dwie pary – pierwszą stanowi nasz nowy guide i bardzo niedoświadczony w nurkowaniu kolega, a drugą ja i Marek. Ochoczo wskakujemy do wody i rozpoczynamy nurkowanie.

Schodzimy dosyć szybko, po 4 minutach jesteśmy już na głębokości 20 m. W tym właśnie momencie dostrzegam szamotaninę. Nasz nowy guide, kręcąc się na wszystkie strony, wymachuje bąblującym drugim stopniem, puka w niego i stuka, próbuje sięgnąć do zaworu. Jego ruchy są chaotyczne i pozbawione sensu. Pamiętam pierwszą moją myśl – to taki test dla nas? Drugą myślą jest, że facet zwyczajnie sobie z nas żartuje, trzecią dopiero, że rzeczywiście coś jest nie tak.

Nie rozumiem jednak o co chodzi, gdyż buzujący powietrzem drugi stopień nie uniemożliwia oddychania, a ponadto facet ma swojego buddy'ego u boku. Omamiona opowieściami naszego niedoszłego przewodnika o tym, jakim wspaniałym i doświadczonym nurkiem jest nasz nowy guide, przyjmuję pozycję „medytacyjną" i wisząc sobie spokojnie, czekam, aż ten uporządkuje swoje kable. Przykład ze mnie bierze jego partner, niedoświadczony nurek.

W tym momencie sytuacja zaczyna robić się całkiem poważna – na twarzy guide'a widać absolutną panikę, a jego ruchy stają się coraz bardziej niepokojące. Zanim przechodzi mi to przez myśl, do tonącego (już tonącego, jak się wkrótce okazało), podpływa mój nurkowy buddy, Marek, i gestem pyta go, o co chodzi. Guide nie nawiązuje żadnego logicznego kontaktu, dalej szamocząc się bezsensownie. Marek bierze swój octopus i aplikuje guide'owi do ust. Ten, chcąc zakręcić sobie butlę w ferworze walki o życie, odwraca głowę i zapasowy stopień wypada mu z jamy ustnej. W tej samej chwili łapie on Marka za szelki jacket'u i, naciskając przycisk inflatora, pompuje jego kamizelkę, doprowadzając do szybkiego i gwałtownego wynurzenia z głębokości 20 metrów.

Zostaję sama w toni z niedoświadczonym nurkiem, który z przerażoną miną patrzy za „wyniesionymi windą do nieba" kolegami. Gdy w pierwszym odruchu chce ruszać za nimi, pokazuję mu gestem, aby został tam, gdzie jest. Robimy krótką rundkę, wypłycając się powoli i za kilka minut dołączamy do całych i zdrowych, na szczęście, „kaskaderów".

Co tak naprawdę poszło nie tak i jakie błędy popełniono?

I. Czy wiesz z kim idziesz na dno?

W opisanej powyżej sytuacji, żadne z nas nieszczęsnego guide'a nie znało. Pomijając fakt, że zupełnie nie wiedzieliśmy jakim jest człowiekiem i jakich zachowań można się po nim spodziewać, dodatkowo nie mieliśmy pojęcia jaki posiada stopień nurkowy ani jakie ma doświadczenie, zarówno w samym nurkowaniu, jak i prowadzeniu grupy. Zaufaliśmy opinii osoby trzeciej i, jak się okazało, był to błąd. Ów nurek nie tylko nie potrafił przewodniczyć grupie, ale i nie miał podstawowej wiedzy dotyczącej zachowania w sytuacjach awaryjnych. Ponadto niepotrzebna panika, w jaką wpadł, doprowadziła do zagrożenia życia nie tylko jego samego, ale i innych. Należy pamiętać, aby przed nurkowaniem zawsze zweryfikować, czy guide, który będzie za nas odpowiadał, ma odpowiednie kompetencje i doświadczenie. Możemy spytać go o to, jakie przeżył sytuacje ekstremalne podczas swojej kariery nurkowej – stan zagrożenia życia cudzego lub własnego to dobry moment na sprawdzenie swoich reakcji i możliwości.

Prowadzenie grupy nurkowej wymaga odpowiedniego przeszkolenia oraz całkowitej swobody i biegłości w nurkowaniu, dlatego nie powinniśmy porywać się ani na bycie przewodnikiem bez odpowiednich kwalfiikacji, ani na bycie uczestnikiem nurkowania, którego „guide" myli inflator z ciśnieniomierzem.
Pamiętajmy o sporządzeniu planu nurkowania i omówieniu go ze współnurkującymi przed wejściem do wody. Sprawdźmy sobie nawzajem sprzęt i powtórzmy znaki nurkowe, weźmy pod uwagę wszelkie ekstremalne sytuacje, jakie mogą wystąpić i zaplanujmy procedury postępowania. Poznajmy się nawzajem, abyśmy wiedzieli, czego można się spodziewać. Te błahe sprawy, często przez nurków pomijane, pod wodą nabierają ogromnego znaczenia.

Warto wspomnieć, że po zajściu okazało się, iż byłam osobą z najwyższymi uprawnienieniami nurkowymi w całej grupie. Strach pomyśleć, co by było, jakby rzeczywiście coś się stało...

II. Spokój może Cię uratować (ale nie musi).

Powszechnie wiadomo, że wzmożone ruchy wiążą się ze zwiększeniem zapotrzebowania organizmu na tlen, a tym samym z szybszym jego zużyciem. Tak jak w sytuacji np. wciągania nas pod wodę przez wir czy prąd, powinniśmy zachować spokój i wszelkie wysiłki skupić na jak najdłuższym wstrzymaniu powietrza pod wodą oraz ucieczce, tak samo podczas zaburzenia lub niemożności oddychania przy nurkowaniu sprzętowym, należy skupić się wyłącznie na osiągnięciu płynności oddychania czy też sięgnięciu po zapasowe źródła powietrza - albo własne, albo naszego buddy'ego. Podczas kursu nurkowego każdy uczy się jak nie dopuścić do sytuacji braku powietrza (chociaż zdarzyło mi się, że moje automaty zamarzły w pozycji zamkniętej i drugi stopień przestał podawać mi „wiatr"), uczy się odpowiednich procedur postępowania w takich przypadkach oraz znaków nurkowych, dzięki którym w zaledwie kilka sekund otrzymamy powietrze od naszego partnera. Pamiętajmy, że przeciętny człowiek potrafi wstrzymać oddech na około 40 sekund, a wszystko, co w tym czasie powoduje wrażenie duszenia się, dzieje się tylko i wyłącznie w naszej głowie. Przezwyciężenie strachu i dyskomfortu towarzyszącego niemożności wzięcia oddechu, pozwoli nam otrzymać pomoc szybciej i efektywniej.
Niezwykle ważnym jest, aby w razie sytuacji awaryjnej, odpowiednio poinformować o jej istnieniu i przyczynie swojego buddy'ego lub przewodnika. Próby naprawy sprzętu na własną rekę, machanie kończynami czy zamienianie drugiego stopnia na octopus i odwrotnie nieskończoną ilość razy, mogą skończyć się tragicznie! Drugą błędną reakcją wynikającą z paniki, jest rozpaczliwe dążenie do wydostania się na powierzchnię. Z powodu ewentualności urazów ciśnieniowych oraz choroby dekompresyjnej, należy taki zapał bezwzględnie wyeliminować i pozwolić naszemu buddy'emu przydać się na cokolwiek poza obijaniem się o nas czy szuraniem płetwami po naszym nosie.

Różne czynniki mogą powodować problemy z oddychaniem w czasie nurkowania. W wyniku zamarznięcia, drugi stopień może się wzbudzić (zacząć „bąblować"), tj. gwałtownie wyrzucać gaz pod stałym, wysokiem ciśnieniem. Z tak zachowującego się automatu bez problemu da się oddychać, przechylając go pod odpowiednim kątem, odchylając głowę do tyłu i „spijając" wylatujące z niego powietrze. Pod żadnym pozorem nie wykonujemy zbędnych czynności, jak próby naprawy, rozpaczliwe stukanie i przyciskanie czy też tym bardziej zakręcanie butli. Tego typu poczynania są dla naszego partnera nieczytelne, mogą prowadzić do dezorientacji i sytuacji zagrożenia życia, tak jak w wyżej opisanym przypadku.

Niefortunne nurkowanie tego dnia zakończyłam szybką lekcją oddychania ze wzbudzonego drugiego stopnia – jak widać, jest to wiedza bezcenna.

III. Dobry ratownik to żywy ratownik.

Jeśli już dochodzi do sytuacji, w której musimy komuś pospieszyć na ratunek, pamiętajmy o wcześniejszej ocenie sytuacji. Gnanie do poszkodowanego na żywioł, bez pomyślunku, jest najgorszym, co ratownik może zrobić. Przede wszystkim zważmy na nasze własne bezpieczeństwo.

W przytoczonym przeze mnie kazusie, Marek podpłynął na bliską odległość do wyraźnie spanikowanego poszkodowanego w celu uratowania mu życia. Motywacja była oczywiście szlachetna, jednak nie pomyślał przy tym o sobie samym. Powszechnie wiadomo, że „tonący brzytwy się chwyta" i robi absolutnie wszystko, aby wydostać się na powierzchnię wody i zaczerpnąć powietrza. Ratownicy WOPR uczą się specjalnych chwytów uwalniających z objęć „wspinającego się" po ich ciele poszkodowanego, który tym samym ratownika podtapia. Ostateczną praktyką jest doprowadzenie poszkodowanego do stanu utraty świadomości lub ubezwłasnowolnienia, używając wszelkich wyrafinowanych, ale i gwałtownych zabiegów. Motywacją do takiego rozwiązania jest brutalna zasada minimalizacji strat – lepiej narazić tonącego, niż pozwolić utonąć zarówno jemu jak i ratownikowi. Dlatego też tak ważne jest, aby do tonącego nie podpływać z pustymi rękoma – ratownik zawsze powinien mieć przy sobie boję lub inną rzecz unoszącą się na wodzie, której poszkodowany może się złapać i tym samym utrzymać głowę ponad powierzchnią wody.

Podobnie powinno wyglądać ratowanie tonącego nurka – nasz spanikowany guide desperacko i za wszelką cenę próbował wydostać się ponad powierzchnię wody, w ówczesnym stanie umysłu uznając, że jest to jedyne osiągalne źródło powietrza. Dlatego też wykorzystał ratownika (który mu na to niestety pozwolił) jako swoją boję, która wyniosła go w górę do nieskończonych zapasów upragnionego tlenu.

Widząc spanikowanego poszkodowanego pod wodą, ratownik (tak, tak, każdy, kto podejmuje akcję ratunkową, jest w tym momencie ratownikiem) powinien podpłynąć na bezpieczną odległość poza zasięgiem poszkodowanego i w miarę możliwości nawiązać kontakt wzrokowy, uspokoić go oraz wytłumaczyć mu co ma robić, aby sobie pomóc. Jeżeli nie da się nawiązać kontaktu logicznego z poszkodowanym, należy zbliżyć się do niego z kierunku, który będzie najbezpieczniejszy dla ratownika, np. od tyłu. Pamiętajmy, że jeżeli podajemy komuś swój octopus, powinniśmy umieścić ustnik w jego jamie ustnej, upewnić się, że jest on osadzony prawidłowo, a dla bezpieczeństwa, jak pokazała powyższa sytuacja, przytrzymać go w ustach poszkodowanego, przynajmniej dopóki ten się nie uspokoi.

Pamiętajmy, że każda sytuacja zagrożenia życia jest inna, a opisane powyżej procedury są tylko wskazówkami mającymi zapewnić jak największe bezpieczeństwo ratownika oraz jednocześnie zwiększyć szanse na powodzenie akcji ratunkowej, której celem jest oczywiście przeżycie osób w nią zaangażowanych.

IV. Windą do nieba, czyli zabójcze wynurzanie.

Wynurzenie awaryjne – brzmi groźnie, ale takie być nie musi. Jest to po prostu wynurzenie będące konsekwencją nagłej, niespodziewanej sytuacji, która uniemożliwia nam wykonanie planu nurkowania. Czy w takim razie wynurzenie, które zafundował nasz guide Markowi, chwytając go za jacket i pompując do pełna, było wynurzeniem awaryjnym?

Cóż, zdecydowanie nie wiem, jak nazwać owo wynurzenie (panikarskie? zabójcze?), ale z pewnością nie było ono awaryjne, gdyż przy powyższym powinniśmy co najmniej starać się ograniczać prędkość wynurzania do zalecanej przez tabele dekompresyjne czy komputer nurkowy. Robi się to chociażby poprzez odpowiednie, nieopływowe ułożenie ciała. W przypadku „zabójczego wynurzenia" chłopaków z 20 m, nie były zastosowane absolutnie żadne zasady bezpieczeństwa – jedyne, co schwytany przez naszego guide'a Marek mógł zrobić w tej sytuacji, to pamiętać o ciągłym wypuszczaniu powietrza z płuc, aby nie doprowadzić do ich ciśnieniowego urazu.

Pamiętajmy, że nawet jeżeli ratujemy życie spanikowanego nurka, powinniśmy zrobić wszystko, aby prawidłowo się z nim wynurzyć, zwłaszcza z tak dużej głębokości. Nie można pozwolić, aby panikarz z niesprawnym sprzętem przejął pałeczkę. Przy jednym komplecie prawidłowo funkcjonującego sprzętu, podchodząc do poszkodowanego od tyłu i trzymając go za butlę tak, aby nie mógł nas dosięgnąć, powinniśmy być w stanie i siebie i jego bezpiecznie wyprowadzić na powierzchnię. Oczywiście nie jest to proste, ale pamiętajmy o nieubłaganej zasadzie minimalizacji strat.

V. Rozterki ratowniczki: którego wybrać?

Pomimo tego, że osoba, którą dobrze znam i cenię, właśnie z ogromną szybkością podążała do góry w morderczych objęciach tonącego, zdecydowałam się pozostać w toni wraz z przerażonym, niedoświadczonym nurkiem. Dlaczego? Otóż moja wiedza dotycząca umiejętności i cech Marka, pozwoliła mi przypuścić, iż nie zrobi on sobie krzywdy podczas ekspresowego wynurzania z naszym guide'em. Tymczasem niedoświadczony nurek był oszołomiony całą sytuacją, a pierwszym jego odruchem było błyskawiczne podążenie w górę za kolegami. Przyjęłam, że po zaledwie kilku zalogowanych nurkowaniach, nie miał on okazji przećwiczyć wynurzania awaryjnego i mógłby sobie przy tym zrobić krzywdę. Zdecydowanie nie potrzebowaliśmy trzeciej już, potencjalnie narażonej osoby. Z ciężkim sercem, obawiając się o stan ratownika i poszkodowanego, znajdujących się 20 m nad nami, zdecydowałam o standardowym, powolnym wypłycaniu się z zachowaniem przystanku bezpieczeństwa.

Ratownicy podczas większych akcji ratunkowych, gdy zagrożone jest życie wielu osób, bardzo często stają przed trudnym wyborem, zahaczającym o aspekty etyki i moralności – kogo ratować jako pierwszego? W zależności od sytuacji, powinno się oczywiście spieszyć z pomocą w pierwszej kolejności osobom, które są w najcięższym stanie lub mają najmniejsze szanse przeżycia, a gdy warunki akcji ratunkowej są szczególnie ciężkie i groźne dla ratownika, wtedy wybieramy osoby, które znajdują się najbliżej czy też najłatwiej je uratować. Nie można też dopuścić do sytuacji, w której przy jednym poszkodowanym interweniuje kilku ratowników, zaś inny poszkodowany jest pozostawiony sam sobie. Są to zawsze niezwykle trudne decyzje, uzależnione od specyfiki sytuacji oraz psychiki osób w nią zaangażowanych. Jak się okazało, moja decyzja o pozostaniu z niedoświadczonym nurkiem w toni, była trafna i całe zdarzenie dla wszystkich skończyło się pomyślnie.
Po przeanalizowaniu opisanej powyżej sytuacji, możemy wywnioskować, że pośrednią jej przyczyną było niekompletne przygotowanie do nurkowania – nie poznaliśmy siebie nawzajem i z racji nagłej zmiany przewodnika, nie omówiliśmy z nim procedur postępowania w ekstremalnych przypadkach. Bezpośrednią zaś przyczyną zagrożenia życia dwóch osób była niewiedza nurka dotycząca oddychania z zamarzniętego automatu oraz panika, w którą wpadł mimo, że miał przy sobie aż trzy osoby, od których mógł pożyczyć powietrze.

Co zrobić, gdy w wodzie czujemy się niepewnie, łatwo tracimy orientację i wpadamy w panikę?

Najistotniejsze jest tzw. opływanie, czyli po prostu dobre samopoczucie i swoboda w wodzie. Im więcej czasu będziemy spędzać w wodzie, zarówno w sprzęcie do nurkowania, jak i bez niego, tym lepiej będziemy się w niej czuć, lepiej poznamy swoje możliwości i ograniczenia. To ważne, aby wiedzieć, czego możemy spodziewać się po naszym organizmie i umiejętnościach. Nurkujmy jak najczęściej jest to możliwe.

Po drugie, wstrzymywanie oddechu. Jeśli najbardziej boimy się sytuacji braku powietrza i niemożności oddychania pod wodą, sprawdźmy się. W tym celu należy wziąć stoper i bez żadnego specjalnego przygotowania wstrzymać powietrze jak najdłużej jest to możliwe. Zaręczam, że jeśli robicie to pierwszy raz, możecie być mile zaskoczeni efektem. Gdy następnym razem w wodzie zaatakuje was panika, należy powrócić do momentu zatrzymania stopera i przypomnieć sobie, jak wiele czasu mamy na opanowanie sytuacji, nawet jeżeli nie możemy wziąć następnego wdechu. Takie myślenie otrzeźwia i zmusza do sensownych, konkretnych działań.

Następna rzecz to sprzęt. Oczywiście nie jest możliwe, aby w każdej sytuacji mieć swój własny sprzęt do nurkowania, ale starajmy się, aby zawsze był on jak najbardziej dopasowany do nas. Chodzi o poczucie komfortu i bezpieczeństwa pod wodą. Jeśli jesteśmy zmuszeni nurkować z cudzym sprzętem, dokładnie zapoznajmy się z nim przed wejściem do wody, sprawdźmy, czy jesteśmy w stanie go obsługiwać oraz czy nie jest uszkodzony. Niemożność „dogadania się" z inflatorem czy drugim stopniem powoduje dezorientację, a w końcu panikę i jest częstym powodem wypadków nurkowych. Wybierajmy oprzyrządowanie jak najlepszej jakości, gdyż od niego, oprócz naszych umiejętności, może zależeć nasze życie.

Prawie każdy w swojej karierze nurkowej był lub będzie świadkiem sytuacji ekstremalnych. Najważniejsze, aby zachować w takim momencie zimną krew i nie szkodzić poszkodowanemu, a tym bardziej samemu sobie. Nurkujmy jak najwięcej, ale z głową. Ratujmy jak najmniej... ale też z głową.

Darowizna na rzecz Safe Water Association

Kwota: PLN

Płatności obsługuje dotpay.pl

Bezpieczna Hańcza 1%

opp1proc