Początek...

Często pada pytanie "po co ?" i "dlaczego ?" to robicie...

Po co? - odpowiedź postaraliśmy się zawrzeć w jednym zdaniu gdy zakładaliśmy SWA - Powołaliśmy Safe Water Association wierząc, że każde działanie, które poszerza społeczną świadomość dotyczącą bezpiecznego spędzania czasu nad wodą i udzielania pierwszej pomocy, jest ważne. I trzeba je podjąć...

A "dlaczego?" - poniżej historia. Niestety prawdziwa. Opis poniżej trochę pozmieniany - bo szczegóły nie mają w tym momencie znaczenia. Ktoś, kto nas zna - wie o kogo i chodzi. Ktoś dociekliwy - znajdzie pewnie informacje w innych miejscach. Ale tak naprawdę chodzi o przestrogę...

***

Od pierwszego niemalże spotkania byliśmy Grupą Fajnych Ludzi. Może nie przyjaciół, ale na pewno byliśmy sobie bliscy. Bo nurkowanie zbliża. Kursy, zdobywanie kolejnych stopni, podwodne przygody, wspólne wyjazdy. Plany na kolejne weekendy.. Bawiliśmy się świetnie i zawsze było baaardzo wesoło. Wydawało się nam, że jesteśmy podwodnymi bogami, że jesteśmy nieśmiertelni. Aż do pewnego czerwcowego dnia... Zdarzył się wypadek nurkowy. Jedna osoba go nie przeżyła. Ale przeżyła druga. Właśnie wtedy zdaliśmy sobie sprawę jak ważne są umiejętności ratownicze. Podwodne i nadwodne. Jak ważna jest odpowiedzialność - za siebie i za innych. Dzięki temu nasza koleżanka żyje. Ale śmierć kolegi i całe zdarzenie poruszyło nas bardzo. W kilka osób pojechaliśmy na działkę rodziców Basi. Przez trzy dni próbowaliśmy poradzić sobie z zaistniałym faktem i wymyślić co zrobić, żeby w razie wypadku wszyscy potrafili pomóc. Co zrobić, żeby do wypadku w ogóle nie dopuścić. Co zrobić, żeby nurkowanie było bardziej bezpieczne. Wypadek zainspirował nas do działania. I tak powstało nasze Stowarzyszenie. Działamy nieprzerwanie od 2008 roku. I pewnie niektórzy z nas mają poczucie, że śmierć Sławka nie była na darmo. Stała się inspiracją i pewnego rodzaju motorem do działania. Mamy poczucie, że udaje nam sie zmieniać standardy na lepsze. Oto jesteśmy. Safe Water Association. SWA.

koniec

koniec

Słyszę jakieś niezidentyfikowane krzyki. Dobiegają od strony samochodów zaparkowanych bliżej ścieżki biegnącej stromo w dół do jeziora. O rany! Ile można się wygłupiać. Po co się tak drzeć w lesie? Odsuwam od siebie niesympatyczne uczucie, które prześladuje mnie od dzisiejszego poranka. Krysia mówi, że jestem przewrażliwiona. Na pewno nic się nie stało. Kończę składać ubrania i zabieram się za rozkręcanie sprzętu. Parkujemy na bocznej dróżce, tuż koło Ani i Zbyszka. Kochani ludzie. Pomogli mi dziś z przypięciem sprzętu, podali rękę i odprawili mnie, spóźnialską, na nurka z Jarkiem. Kluczyki zostawiłam Ani, żeby zamknęła samochód. Mają nurkować dopiero w drugiej turze... Nurkowałam z nimi w październiku na Bałtyku. Zawsze uśmiechnięci, pogodni. Fajna para. Małżeństwo z niezłym stażem.... No i maja dwójkę dzieciaków, które właśnie zaczynają poznawać tajniki podwodnego świata. Zazdroszczę gnojom takich nurkujących rodziców... Dziś rano Zbyszek śmiał się, że już „wychodziłam" ładną pogodę i dlatego jestem w dresie, a nie jak dzień przedtem – marznę w sukience na ramiączkach. Powiedział, że następnym razem wykorzysta moje dobre konszachty ze słońcem. Następnym razem...

TLEN! Gdzie jest tlen??!!!. To słowo uruchamia w moim organizmie jedną komendę: „Pomoc". Rzucam wszystko i pędzę do samochodu ratowniczego. Ktoś szarpie czarną skrzynkę wyglądającą na narzędziową. Moim zdaniem to może być nie ta. Wiolka łapie skrzynkę i biegnie w stronę jeziora. Biegnę obok i dopytuje się czy to na pewno zestaw tlenowy. W pędzie otwieramy skrzynię. Jest. OK. Teraz nie chce się zamknąć. Pod pachę i dalej w dół ścieżką.

Dziś miałam problemy z zanurzeniem. Zapomniałam, że dołożyłam grubą bluzę pod skafander. Na szczęście Darek poratował mnie dwoma kafelkami i pomachał radośnie na „dobrego nurka". Nie czułam się komfortowo. Jak tylko przyszłam w sprzęcie na brzeg uderzyła mnie martwa cisza panująca nad jeziorem. Jakby było mniej ptaków, kolorów i innych „odgłosów" lasu. I te dziwne kikuty resztek połamanego pomostu przy brzegu. Pięknie, ale martwo i smutno. Może pod wodą będzie lepiej...

Całkowicie sina na twarzy, drobna, ciemna kobieta. Czarna pianka na ramiączkach. Resuscytuje Paweł. Nawet nie umiem skojarzyć ile osób jest dookoła. Ale tłumu nie ma. Zaczynam wyjmować zestaw tlenowy. Teraz skrzynia nie chce się otworzyć. Nie wiem czy już skręcać czy jeszcze poczekać. O Boże. Ania. Co mogę zrobić? Nie ma czasu na myślenie. Skręcam. Po prawej stronie na brzegu słyszę jakiś ruch. Kotłowanina w wodzie. Krzyki. Biegnę. Kogoś wyciągają. Spory chłop. Przez chwilę nie rozpoznaję twarzy. Zakapturzona i całkowicie sina postać. Ciężko wydobyć bezwładne ciało na dość stromy brzeg. Kładziemy na plecach. Rozpinam ocieplacz, zdejmuję kaptur i natychmiast uciskam klatkę piersiową. Liczę. Dwadzieścia dziewięć, trzydzieści. W tym czasie pojawia się Maciek z nożem. Rozcina żyletę. Teraz tylko udrożnić drogi oddechowe i dwa delikatne wdmuchnięcia. Odchylam głowę. Z ust nieustannie cieknie kremowo-żółta piana. Nie ma maski resuscytacyjnej. Jedyna jest przy Ani. Trudno. Ułamki sekund wydają się być godzinami. Pierwsze wdmuchnięcie. Chyba nie weszło. Odwracam głowę na bok. Z ust wylewa się dobre pół szklanki mazi. Drugie wdmuchniecie. Żołądek mam już w gardle. Słabo. Nie mam czasu wymiotować. Następne trzydzieści uciśnięć. Czuję, jak kolejne żebra z chrzęstem i trzaskiem odczepiają się od mostka. Przepraszam. Ale dobrze się stało. Znaczy uciskam uczciwie. Przed każdym wdechem obracam głowę na bok i usiłuję wydostać to, co się wydobywa z jamy ustnej. Nie ma nawet rękawiczek. Teraz leje się i nosem. Jakieś ruchy powietrza wewnątrz ciała. Chyba wdmuchnęłam do żołądka. Nie!!! Dlaczego nie chcą się udrożnić te cholerne drogi oddechowe!!! Masaż. Wdmuchnięcie. Masaż wdmuchnięcia! Ratunku. Nie mam siły, Zbyszek oddychaj!!!!! Błagam. Zbyszek oddychaj! Błagam. Słyszę jak Maciek dzwoni po karetkę. Wypadek nurkowy. Dwa wypadki. Po chwili klęka naprzeciwko mnie. Zmiana. On uciska, ja pilnuję głowy i oddechów. Mam wrażenie, że chłopak zaraz padnie. Charczy okropnie. Jest maksymalnie wykończony. I w dodatku cały czas w suchym skafandrze i ciasnej kryzie. To on wydobył Anię z 27 metrów. - Chusteczki! Czy nie ma tu grama chusteczki? ktoś podaje chusteczkę... - Maciek, dmuchaj!

To on był ratownikiem na brzegu i zobaczył rozłączające się bąble jednej grupy. Płynęły w stronę przeciwną niż ta, którą zakładał plan nurkowy. Natychmiast ruszył do wody. Intuicja! Zdołał zanurzyć się w miejscu w którym na powierzchni były oznaki nurków pod wodą. Dotarł poniżej granicy światła. Zapalona latarka Ani. Ona leżała na dnie twarzą w dół, ale automat miała w ustach. Brak bąbli. Maciek podniósł ją i wymacał coś jeszcze. Ciężkie... Człowiek... Próbował dźwignąć oboje, ale to przecież niemożliwe do wykonania. Natychmiastowa decyzja. Kogo ratować. Ania jeszcze przed chwilą musiała oddychać. Przecież były bąble chwilę wcześniej! Wynurzenie. Byle prędzej do brzegu. Na powierzchni na zagubioną dwójkę czeka Darek. Zanurza się natychmiast po wynurzeniu Maćka z Anią. Widać jeszcze ślady poprzedniego ratownika. W kompletnych ciemnościach nie łatwo znaleźć cokolwiek. Jest! Jakaś postać. Wkopana twarzą i ciałem w głęboki muł. Chmura pyłu. Błyśnięcie latarki mężczyzny. Promień światła ukazuje twarz nieprzytomnego. Strzał na powierzchnię. Jeden wdech ratowniczy Darka. Nie wchodzi. Szybkie holowanie... Rozbiórka z ciężkiego sprzętu, maska, płetwy....

Zbyszek oddychaj! Błagam oddychaj. Zbyszek! Nie potrafię nic innego powtarzać. Ania odzyskała oddech! Jest podłączona do tlenu, ale nie jest dobrze. Pozycja boczna. Przejmujemy wolną maskę, a wdechy przejmuje szef wycieczki - Jarek. Do masażu dołącza się przewodnik Darek. Gdzie to cholerne pogotowie!!! Zmiana. Masaż. Powoli słabniemy. Ile można jechać z miasteczka obok?!!! Zmiana. Masaż. Przekręcamy Zbyszka nogami w górę. Jest coraz cięższy i coraz bardziej siny. W oczach nie ma ani grama błysku życia. Masaż. Komenda Jarka. Boczna - na chwilę. Maciek, uściskaj przeponę. Trochę się wylało... Masaż. Jest karetka. Ratownik. Tutaj to raczej pozamiatane. Nieprawda! To nieprawda! Walczymy! Nie przerywamy masażu. Teraz zmieniamy się niemal po każdej serii. Intubacja. Ssak. Niedrożność dróg. Rurka cały czas dochodzi do żołądka. Jeszcze raz intubacja. Nic. - Adrenalina dożylnie.- Jest adrenalina. Zdejmujemy rękawiczki, komputer. Kobieta z trudem znajduje żyłę. Masaż. Kardiograf. Nic. Cisza. Linia prosta. Prościuteńka. Najprostsza na świecie...

Rozbierają Anię. Folia. Złotym do góry. Nosze. Szybko do karetki. Cały czas oddycha, choć słabiutko. Wzywają śmigłowiec...

Masaż. Intubacja. Masaż. - Proszę o wydruk aktu zgonu. – Proszę pani, może pani przerwać masaż. Na chwilę przygasają głosy. Powoli wszyscy rozchodzą się. Mnie wydaje się jakby rozpływali się w powietrzu. Na wszystkie strony. W pośpiechu zbierają sprzęt i systematycznie znikają na ścieżce pod górę. Zaraz będzie policja. Czekam ze Zbyszkiem. Przed nami nieruchome, jak przed kilkoma godzinami jezioro. I taka sama bezbarwna cisza...

Margita Ślizowska 2009

* imiona i nazwy zostały zmienione

Darowizna na rzecz Safe Water Association

Kwota: PLN

Płatności obsługuje dotpay.pl

Bezpieczna Hańcza 1%

opp1proc