|

Po szczególnie męczących przygotowaniach rozpoczęliśmy inwazję na chorwacką wyspę Murter, wioseczkę Jezera. Miejscowość leżała sobie w malowniczej zatoce i nie spodziewała się najazdu ciężkozbrojnych barbarzyńców z północy. Co prawda zeszłoroczny rekonesans, dokonany przez część naszej grupy, dostarczył cennych informacji strategicznych na temat cen gazów i wina, ale pozostawał niepokój czy czasem nasz Jedyny i Ukochany Prezes nie kieruje nas na odludzie, gdzie jedynym pożywieniem będzie kiełbasa z zabłąkanych turystów.

Jezera okazała się małą miejscowością turystyczną, zaopatrzona w jeden, niezbyt długi deptaczek, dwa Konsumy (czyt. Sam Społem), nabrzeże portowe i centrum nurkowe Moana. W CN włada Kuba, chyba, że akurat zwycięstwo w dyskusji przypadnie Karolowi. I to w zasadzie tyle ile powinniście wiedzieć o Jezera.
Kuba

Karol
Oprócz uroczych, typowo dalmatyńskich krajobrazów, Jezera radowała nasze dusze i żołądki wyjątkowo zacnym jadłem i napitkiem. Cisza, spokój, sielanka, tylko że trzeba te wszystkie graty tachać z bazy na łódkę, pod wodę, z wody i do bazy, z powrotem. I jeszcze człowiekowi każą się zanurzać.





Jednocześnie obaliliśmy mit, że w Chorwacji nie można pod wodą trafić na grubego zwierza.














Na chwilę poważniejąc, to szkody wyrządzone przez bezmyślny odłów ryb w tym rejonie rzucają się w oczy, nawet jak ktoś niedowidzi. Chorwacja udostępniła swoje łowiska włoskim rybakom, którzy w kilka lat wyłowili z morza, co się dało i pod kamień nie zwiewało. Efekt jest ponury. Adriatyk, podobno nie tylko na tej wysokości , przypomina resztę Morza Śródziemnego. Dużo skał, pojedyncze ośmiornice i ryby, rzadko w większych ławicach. Do oglądania pozostają liczne i ciekawe formacje skalne oraz wraki, które jak się ma szczęście widać z 30-40 metrów.
My nie mieliśmy szczęścia i wizura nie była dla nas łaskawa. Podobno winić za to trzeba wcześniej padające deszcze. Które zapomniały przestać padać nawet jak przyjechaliśmy. Wciąż widzieliśmy dużo więcej, niż własne dłonie, więc wstyd było narzekać. A, że zeszłoroczni szczęściarze widzieli Francesca de Rimini już po 10 metrach zanurzenia, a my ujrzeliśmy go będąc jakieś 10 metrów nad wrakiem, trudno.

Koledzy uprawnieni z błyskiem w oczach ćwiczyli nurki deco. Koledzy zdobywający ową sprawność pocili się pod czujnym okiem Karola, Renia dawała z siebie wszystko na kursie P2, który zdała w cuglach, kilkoro niedobitków po prostu się pławiło dla przyjemności. Zgrupowanie suchaczy budziło wpierw trwogę i pomieszanie wśród pozostałych nurków znajdujących się z nami na łódce, bo to miejsca dużo zajmują, zamieszanie czynią i w ogóle jacyś tacy z kosmosu. Ale po dwóch dniach większość z zazdrością spoglądała na nasze niewychłodzone i niewymoczone pulchniutkie ciałka i głośno przyznawała, że Adriatyk nie jest ciepłym morzem. Najniższa temperatura zapisana przez mojego sunciaka, to 12 stopni Celsjusza, najwyższa 21. Aldona, która jako jedyna z nas zaufała mokrej piance, obiecywała, że już nigdy, przenigdy nie rozstanie się ze swoim sucharkiem.

Wieczory upływały na jedzeniu, paleniu sheeshy i gadaniu bzdur. Zmęczeni byliśmy porządnie, więc jakoś wola do imprez osłabła. Wyjątkiem była zielona noc, kiedy to świętowaliśmy urodziny Grzesia S. Pozbawieni wizji nurkowania dnia następnego rzuciliśmy się w objęcia Bachusa, a śpiewom i tańcom nie było końca.
Z wyjazdu należy dodatkowo zapamiętać: polską wycieczkę wyjącą szlagiery każdego sortu od 17 do 24, niemal codziennie, bez przerw na regenerację. Mewy, które budziły niektórych bladym świtem i, które bały się tylko Wojtka. Kalmary z grilla serwowane w Złotej Muszelce. Chleb z oliwą i czosnkiem oraz kanapki robione przez Marzankę. Wodospady Krka, które odwiedziliśmy (uwaga, uwaga) po raz pierwszy w historii, rezygnując z nurkowania. Oraz smukłą figurę Karola, górującą nad pokładem naszej łodzi.

Odwiedziliśmy:
Opłynęliśmy (no prawie) wyspę Kukuljari zaglądając pod kamyki i w szczelinki;
Zwiedziliśmy wypłycenie przy wyspie Cavlin (Cavlin Plicina) oraz latarnię znajdującą się nieopodal;
Nie wystaczająco długo przyglądaliśmy się wrakowi “Francesca de Rimini”;
Spenetrowaliśmy jamy, kawerny i ścianki wokół wyspy Kaprije;
Przy skalnym grzbiecie Bačvica – obejrzeliśmy wrak kutra oraz piękną ściankę;
Przyjrzeliśmy się trawiastym stokom i ściankom wokół wysepki Male Mare.
Naprawdę super opisy dostępne na stronie gościnnej bazy Nautilus
http://www.nautilus.com.pl/index.php/baza-chorwacja

Więcej zdjęć w galerii...
tekst: Niedźwiedź |