|
Wyjazd na wiosenne moczenie suchaczy przebiegał pod hasłem dużej … hym dowolności i spontanu. Co ma swoje dobre strony. Ma i złe. W każdym razie cała story od początku.
W piątek 27 marca pogrupowani w zestawy i rozmieszczeni w samochodach ruszyliśmy w kierunku Krakowa.
W naszej, małej grupie M & M's sporo było radości ze zmieszczeniem szpeju nurkowego oraz obowiązkowego, weekendowego wyposażenia dla dwóch niewiast. Bo samochodzik był jeden i to mały.

Piątkowy wieczór minął nam na poszukiwaniu się po Krakowie oraz po hostelu, który krył wiele niespodzianek. Znowu nie udało się przyłapać Wojtka na piciu wina.
Udało się za to oszukać małopolską szajkę dybiącą na portfel Tomka. Rodzieliliśmy portfel od właściciela i złodzieje włamali się po próżnicy.

Poranek w kuchni. Zabiegi by usmażyć jajecznicę zostały uwieńczone sukcesem.

Ekipa powoli nabierała woli do walki


Na miejscu na Zakrzówku niektórym szło dobrze, sprawnie i szybko znaleźli się w wodzie


Niektórzy zaś godzinami walczyli ze śrubkami, paskami, v-weightami.

Prawie na pewno pomocna postawa Konrada w czasie całego wyjazdu nie miała precedensu w naszych dotychczasowych doświadczeniach.

Niektórzy pilnie słuchają wykładu i instrukcji.

Niektórzy zaś cieszą się przyjemnościami doczesności.

Reakcją na azot może być kompletna utrata głowy

Albo stupor :).

Towarzystwo Wielbicieli Szwedzkich Wyrobów Tekstylnych.

Oraz pokaz mody nurkowej pod Hotelem Cracovia

Wieczorem nastrój poprawiał się z każdą chwilą, choć bywały chwile melancholii i refleksji.


Tudzież „mikrodrzemka”

Niedźwiedź pochłaniała śledzie.

Niedzielny poranek zastał nas w średniej kondycji. I w średnich nastrojach.
Przetrwali najsilniejsi.


Z
Z niedzieli wyciągnęliśmy liczne wnioski i zabraliśmy do je domu. Będą z nami jeździć.
tekst - Niedźwiedź, zdjęcia Kasia J. oraz Marta D.
|